Archive for Recenzje

Future – Honest (recenzja)

Future - HonestFuture to trudna do nazwania muzyczna osobowość (bo ani raperem, ani piosenkarzem raczej określić go nie sposób), jaka na scenie pojawiła się około roku 2011 i – ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu – szybko zaczęła zdobywać popularność występując gościnnie w kawałkach coraz większej ilości uznanych często wykonawców. Początkowo jednak traktowałem gościa w kategoriach ciekawostki przyrodniczej i nawet nie przyszło mi do głowy, by ułożyć w myślach jakąś soczystą wiązankę na jego temat, czy zadumać nad obniżającym się w coraz szybszym tempie poziomem muzyki drugiej dekady XXI wieku. Pierwsza lampka zapaliła się wraz z premierą albumu „Pluto”, czyli jednego z gorszych wydawnictw, na jakie kiedykolwiek naraziłem swoje uszy (a – dodajmy – zdarza mi się odwiedzać najciemniejsze zakamarki DatPiffa), które – co znamienne – w pierwszym tygodniu kupione zostało przez kilkadziesiąt tysięcy Amerykanów. Jako że była to jeszcze końcówka okresu, kiedy to naiwnie myślałem, że moda na jęczących marne zwrotki na nieciekawych podkładach, pozbawionych charyzmy młodziaków lada moment przeminie, ów fakt – choć mocno mnie zdziwił – szybko nabrał statusu następnej, niezobowiązującej ciekawostki. Kilka kolejnych miesięcy zajęło mi zorientowanie się, że w mainstreamowym, amerykańskim rapie zmienił się paradygmat i do dyspozycji mam dwa wyjścia – albo walczyć z wiatrakami w internecie, albo z pokorą zaakceptować, że nie jestem już nastolatkiem łykającym bezrefleksyjnie wszelkie nowinki muzyczne zza oceanu, a 1999 lub 2005 rok nigdy nie powrócą. Wybrałem oczywiście opcję numer 1 i w konsekwencji powinienem po albumie „Honest” przejechać się niczym społeczność NBA po Donaldzie Sterlingu. Nic z tego jednak – nowe dziełko Future daje radę i choć pewnie po części jest to efektem braku jakichkolwiek oczekiwań z mojej strony, a także przyzwyczajenia do gównianego poziomu muzyki, z jakim mamy do czynienia w ostatnim czasie, płyta od premiery dość regularnie (we fragmentach, ale jednak) gości w moich słuchawkach oraz głośnikach.

CZYTAJ DALEJ

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Hopsin – Knock Madness (recenzja)

Hopsin-Knock_MadnessHopsin to wykonawca, na którego zwróciłem uwagę z jednej tylko przyczyny – w numerze „Hop Is Back” zdissował Kanye Westa i Kendricka Lamara, a ja wobec tego faktu nie mogłem przejść obojętnie. Singlowy numer z „Knock Madness” okazał się nadzwyczaj przyjemny, choć od razu zarówno produkcyjnie, wokalnie, jaki i lirycznie przywołał skojarzenia z wczesnym Eminemem. Głos Hopisna przywodził mi na myśl również wytwórnię Strange Music, bo choć solowych dokonań bohatera tej recenzji wcześniej nie znałem, tak było nie tak dawno temu jaranko numerem „Stabbed” z albumu „Mannibalector” Brotha Lynch Hunga. Sam Hopsin – wbrew temu co może sugerować jego image i okładka „Knock Madness” – nie jest raperem horrorcore’owym, choć jakieś elementy tej stylistyki są u niego zauważalne. Jak zatem określić styl tego 28-letniego wykonawcy z Los Angeles? Mamy tutaj do czynienia z ciekawą mieszanką inspiracji Eminemem oraz twórczością Strange Music, która przepuszczona została przez filtr brzmienia charakterystycznego dla West Coast w jego momentami klasycznej odsłonie. Hopsin to dodatkowo wysokiej klasy technik zarówno od strony lirycznej, jak i wokalnej, który jednak nie wykreował do końca własnego stylu i został niesłusznie wrzucony przez krytyków i słuchaczy do pewnych szufladek, z jakich wydostać się będzie niełatwo. „Knock Madness” może co prawda nie mieć aż tak dużej siły oddziaływania, by zmienić ten niekorzystny stan rzeczy, niemniej jednak jest to wydawnictwo, po którym każdy trzeźwo myślący, nieuprzedzony słuchacz rapu, powinien bohatera recenzji w minimalnym przynajmniej stopniu docenić.

CZYTAJ DALEJ

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.3/10 (4 votes cast)

Eminem – The Marshall Mathers LP 2 (recenzja)

The_Marshall_Mathers_LP_2Kilka tygodni temu w mediach hiphopowych pojawiła się informacja mówiąca o tym, że Eminem zamierza wydać nowy album i będzie on zatytułowany „The Marshall Mathers LP 2”. Tyle tylko wystarczyło, by rozgrzać do czerwoności oczekiwania fanów, a i ja sam w pierwszym odruchu – jakże naiwnie – poczułem lekkie podniecenie. Chwila przemyślenia wystarczyła jednak, by ochłonąć, a ekscytacja z czasem zmieniała się w coraz większy niepokój. Singiel „Berzerk” do końca mnie nie przekonał, tracklista zawierająca gościnne występy Kendricka Lamara i Rihanny powodowała chęć zapłakania nad współczesną kondycją muzyki rap, a data premiery wyznaczona na bardzo niedaleką przyszłość sugerowała dobitnie, że nazwa albumu jest tylko chwytem marketingowym. Chwytem co prawda w swojej prostocie genialnym, ale tak naprawdę wróżącym wszystko, co najgorsze. Nie mogę zatem powiedzieć, bym miał co do „The Marshall Mathers LP 2” jakieś wygórowane oczekiwania. Wręcz przeciwnie – przepełniały mnie obawy odnośnie do poziomu wydawnictwa, które to nota bene okazały się całkiem zasadne. Krytycy i fani muzyki po premierze albumu podzielili się, jak to zwykle bywa przy tego typu wydarzeniach, na dwa obozy – bezrefleksyjnych wielbicieli i zawziętych haterów. Istnieje wszak jednak mała grupa słuchaczy (do której zalicza się autor niniejszego tekstu) potrafiących zachować stoicki spokój i przyjąć nową płytę Eminema taką, jaką jest w rzeczywistości. Przesada w którąkolwiek stronę jest więc tutaj niewskazana. Marshall Mathers wydał bowiem album, którego ocena musi zostać poprzedzona dokładniejszą analizą. Miejmy nadzieję, że spisanie tych wszystkich spostrzeżeń również mnie samemu pozwoli jakoś konkretniej do całości się ustosunkować, bo pomimo wielu przesłuchań, cały czas doświadczam w tej kwestii mieszanych uczuć.

CZYTAJ DALEJ

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.0/10 (40 votes cast)

DJ Khaled – Suffering from Success (recenzja)

DJ_Khaled_Suffering_from_SuccessBył czas, kiedy to fani amerykańskiego rapu zastanawiali się, za co tak naprawdę na swoich płytach odpowiedzialny jest DJ Khaled i co daje mu prawo zgarniania setek tysięcy dolarów za ich nagrywanie. W jednej z recenzji pozwoliłem sobie na użycie pewnej metafory, którą warto tutaj przypomnieć, gdyż będzie to dobry punkt wyjścia dla moich dalszych rozważań. DJ Khaled jest jak trener i menedżer drużyny NBA w jednym, który co roku stara się zebrać w swoim zespole najlepszych graczy i odpowiednio ich pokierowawszy, zdobyć mistrzostwo ligi. Kilka sezonów mamy już za nami, więc można pokusić się o pewne podsumowanie. DJ Khaled mimo ogromnego potencjału nigdy mistrzostwa nie zdobył, choć ze dwa razy dotarł na pewno do finału konferencji. Były też jednak gorsze lata, kiedy to zespołowi udawało się ledwo wchodzić do play-offów. W 2013 oczekiwania znowu są wysokie. Czy „Suffering From Success” jest w stanie przynieść Khaledowi upragnione mistrzostwo?

CZYTAJ DALEJ

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (4 votes cast)